niedziela, 26 stycznia 2014

[002.] Przypadki

Przypadki.



Przy­pad­ki chodzą po ludziach.
Ta­kie ich przez­nacze­nie.
Na­motają, na­mie­szają, naplątają,
a później…
Zos­tają lub od­chodzą w za­pom­nienie.

Przy­pad­ko­wo mle­ko się roz­le­wa,
Kij ktoś w mro­wis­ko wsadza.
Całko­wicie nie­chcący, dziw­nym tra­fem ktoś na­waży so­bie pi­wa
Al­bo za­pom­ni, że do og­nia nieko­nie­cznie pa­suje oli­wa.

Przy­pad­ko­wo żeśmy się poz­na­li.
Przy­pad­ko­wo po­całowa­li.
Zbiegiem oko­liczności po­kocha­li.
Wiel­kim przy­pad­kiem ze sobą wyt­rzy­mali.

A sko­ro Los rządzi przy­pad­ka­mi,
Więc być może w is­to­cie są one je­go da­rami?

Może gdy­by nie te pechy i niepo­wodze­nia
Nig­dy byśmy nie do­tar­li tam gdzie dot­rzeć nam trze­ba?
Gdy­by się świat nam nig­dy nie za­walił
Pew­nie byśmy wca­le te­go co ma­my bu­dować kiedyś nie zaczy­nali.

A w końcu dzięki tym przy­pad­kom, ja­koś tak przy­pad­kiem,
Jes­teśmy szczęśli­wi.
I cho­ciaż jeszcze pew­nie ty­siące ra­zy życie mnie zadzi­wi
Przyj­muję swo­je przy­pad­ki z całym dob­rodziej­stwem in­wentarza
I wierzę głębo­ko, że w grun­cie rzeczy żaden przy­padek
Przy­pad­ko­wo się nie zdarza.

czwartek, 23 stycznia 2014

[001] Życie to bagno.



Pierwszy wpis na tym oto blogu.
Blogu, który pewnie będzie parodią bloga. O ile zasłuży sobie na ten zaszczytny tytuł „parodii bloga”.
No i o ile będzie istniał wystarczająco długo by móc sobie na owe zaszczytne miano „parodii bloga” zasłużyć.
Pierwszy wpis powinien być ciekawy, inspirujący, mądry i głęboki. Z góry, więc zaznaczę, że taki nie będzie. Żaden wpis nie będzie. Bo żeby móc pisać takie wpisy trzeba być trzeba być ciekawym, inspirującym, mądrym człowiekiem o głębokim wnętrzu, a ja… No cóż… Ja jestem SOBĄ. I nie zamierzam udawać człowieka posiadającego wszystkie wymienione przeze mnie wyżej cechy. Bo i po co?  Każdy, kto mnie zna i tak wie, jaka jestem.
Nie mniej –myślę (sic! myślę!! to się często nie zdarza), że warto będzie go czytać, bo jestem osobą nietypową, o dość specyficznym spojrzeniu na świat i dzięki temu wiele rzeczy, które będę pisać może wydać się interesującymi.
Z góry zaznaczę –nie piszę po to, by kogokolwiek przekonać do mojego sposobu spojrzenia na świat. Nie liczę na brawa, uznanie i takie tam pierdoły. Powiem też, że mało, kto jest w stanie przekonać mnie do poglądów innych niż moje własne, więc wszelakie próby skwituję pobłażliwym uśmiechem. Konstruktywna dyskusja? Spoko. Próby skorygowania mojego myślenia? A weź spierdalaj… ;)
Dobra, nie ma co pierdolić o dupie Maryni.
Przechodzimy do części właściwej! Ave.
_______________________________________________
Dziś będzie o życiu. A raczej o tym, że życie to BAGNO.
Napisałam powyższe, zdanie przeczytałam i stwierdziłam, że pewnie sobie pomyśleliście  „O Boże, następne smutne EMO”. 
Rozczaruję was. Nie identyfikuję się z tą subkulturą. Nie identyfikuję się też z metalami, punkami, gothami, dresami, skinami, hipsterami, skejtami i tak dalej, i tym podobne…
Tworzę własną subkulturę, która ma tylko jednego przedstawiciela (wiem, że to co napisałam nijak ma się do definicji subkultury będącej z założenia grupą społeczną, ale CICHO!). Nazwy jeszcze nie wymyśliłam, ale wszystko z czasem…
Dobra ja tupitu-pitu, a tu miało być o tym, że życie to BAGNO.
Brudna, śmierdząca, mokra sprawa. Co więcej, jak w nie wleziesz to siedzisz po pas.
Podobnie jak różne rodzaje bagien są różne rodzaje życia. Na pewno zauważyliście, ze niektóre bagna są bardziej „bagniste niż inne”. Nie wiem, z czego wynika to w przypadku tych podmokłych terenów, bo specem od biologii nigdy nie byłam i już raczej nie będę, ale jeśli chodzi o ludzką egzystencje to jest na pewno wiele czynników, które sprawiają, iż żywoty jednych są bardziej „bagniste” niż żywoty„innych”.
Dużo osób za czynnik definiujący „bagniowatość” (tak, stworzyłam to słowo przed chwilą) ludzkiego życia uważa ilość pieniędzy na koncie bankowym. Nie wiem, dlaczego, bo ja kasę to mam zasadniczo gdzieś. Jest – super, każdy lubi ją wydawać. Niema – tragedii też nie ma (po prostu przez dwadzieścia dni, zanim przyjdzie transza kredytu studenckiego je się płatki i mleko). Wiem jednak, że są osoby, które za dodatkowe pieniążki na koncie sprzedaliby własną matkę.
Btw – czytałam ostatnio okropną historię. Matka narkomanka za działkę sprzedała swoją trzyletnią córeczkę na numerek pedofilowi. Ach ta matczyna miłość.
Inni za determinantę uważają warunki fizyczne danego osobnika  (czyt. Czy jego gęba powoduje, że można nim straszyć małe dzieci, czy niekoniecznie). Przyznam się szczerze, że jako kobieta lubię wyglądać ładnie (He, choć może w moim przypadku „ładnie” to hiperbola) i mam wiele kompleksów, które powodują, że moje życie okresowo jest nieco bardziej podmokłe niż powinno.
Jeszcze inni osuszają swoje podmokłe tereny obecnością bogów. W których ja nie wierzę. Ale uważam, że wiara to nic złego. Wręcz przeciwnie.  Moim zdaniem ludziom łatwiej żyć kiedy w coś wierzą . Wiara daje nadzieję, niejednokrotnie pozwala oderwać się od smutków, pogodzić z nieuniknionym, daje siłę do walki. Wiara pozwala… wierzyć. Wierzyć w to, że śmierć ma sens, że nie jest ostatecznym pożegnaniem z naszymi bliskimi, że nie jest krańcem wszystkiego, a , gdy nastanie koniec, tego co, ulotne i doczesne przeniesiemy się w świat, w którym wszystko jest piękne idealne. Świat bez bólu, cierpień i chorób. Świat tak idealny, że aż zupełnie nierealny.
Znajdą się tacy, co za czynnik decydujący o tym, jak bardzo śmierdzące i mokre jest ich życiowe bagno uznają „posiadanie lub brak bliskości drugiego człowieka”. Ten czynnik zasadniczo jestem w stanie w zrozumieć. Ale tylko w pewnym stopniu. Chodzi oto, że mam wspaniałą, cudowną i najlepszą na świecie rodzinę. Rodzinę, dzięki której jestem w stanie przetrzymać brak kasy, moje niedoskonałości fizyczne, która pomaga mi wydostać się, gdy wpadnę w moje bagno trochę za głęboko. Mam też cudownych przyjaciół.  I nigdy nie jest tak, że mam poczucie tego, iż nie ma kogoś, kto jest mi bliski, na kim mogę się podeprzeć, gdy stanie się coś złego. W związku z tym, nie mogę znaleźć punktu odniesienia, do tego, jak bardzo podmokłe może być życie, gdy nie ma kogoś, komu po prostu, ot tak, można się nie tylko wygadać i wypłakać, ale przede wszystkim, kogoś, z kim można dzielić radości, a on będzie cieszył się z twoich sukcesów jak ze swoich własnych. 
Jest oczywiście jeszcze wiele innych czynników, które czynią, że życie jednych jest bardziej „bagniste” niż życie innych. Warto też wspomnieć o tym, że nie każdy startuje na równie „podmokłym podłożu”. Nie ma co ukrywać, że jedni od początku mają nieco bardziej śmierdzące bagienko niż inni.
Jednak koniec końców – to od nas zależy, w jakim stopniu przejmować się będziemy każdym z czynników, o których wspomniałam (albo też nie wspomniałam – bo żeby wymienić wszystkie nie starczyłoby mi roku akademickiego, a sesja się zbliża). Bo tak naprawdę to nie np. brak kasy jest często problemem tylko to, że ludzie się tym nadmiernie przejmują. Nie jest problemem to, że nie mamy nikogo bliskiego, alet o, że tak się tym martwimy, iż nie możemy poznać nikogo, kto mógłby stać się dla nas bliski.
Pamiętajcie – nasze życie jest bagnem w takim stopniu, w jakim na to pozwolimy. I im bardziej bagnistym je widzimy, tym bardziej staje się podmokłe, głębokie i śmierdzące.
A teraz, zanim podsumuję dzisiejszą notkę, opowiem wam pewną historię.
Moja rodzina (ta cudowna, wspaniała, niesamowita rodzina, o której wspomniałam wyżej) zorganizowała w pewien weekend majowy piknik ;). Mamy taką sprawdzoną łączkę. Niedaleko jest rzeka. Żeby dojść do rzeki trzeba zrobić jednak ogromne kółko przez las lub iść przez bagno.
No i za pierwszym razem przeszliśmy sobie dookoła. Ale później moja kuzynka stwierdziła, że fajnie byłoby przejść przez bagno skacząc po takich kępach trawy. Pomysł trochę głupi, ale mnie do głupich pomysłów długo nie trzeba przekonywać, więc bez namysłu się zgodziłam ;).
Było fantastycznie! Wpadłam tyłkiem w bagno, śmierdziałam nawet po umyciu, spodni doprać nie mogę do dziś, ale naprawdę mi się podobało. Bo koniec końców –brudni, śmierdzący, ale jakże szczęśliwi, przeszliśmy po owych kępkach do rzeki.
I teraz podsumowując – życie to BAGNO. Ale ja lubię chodzić po BAGNACH.